kontakt
Odnowa | David | Tydzień | Książka | Wiosna | Dersu | English |

2 Sm 7,18-29

David, zaufaj Bogu

I

David Berceli jest bez wątpienia człowiekiem wyjątkowym, rzadko spotykanym altruistą. Światowej sławy specjalista do spraw traumy, psychoterapeuta bioenergetyczny bezinteresownie biegnący z pomocą wszędzie tam, gdzie są wojny, konflikty, katastrofy. Odkrycie, którego dokonał i pasja z jaką działa w upowszechnianiu go zasługiwałoby wedle mnie na uhonorowanie go nagrodą Nobla, gdyby nie to, o czym chcę opowiedzieć w tym tekście.

Berceli jest człowiekiem nauki i wiary. Cała jego książka pt. "Zaufaj ciału" jest wypełniona naukowym wywodem o jego metodzie uwalniania się od skutków stresu i traumy nazwanej przez niego Trauma Releasing Exercises, w skrócie TRE. W przeciwieństwie do głównej treści książki we wstępie pisze on od siebie, opisując swoją intymną, mistyczną drogę do odkrycia metody powrotu do zdrowia poprzez drżenia. Opisuje tam przepiękną wizję Stwórcy lepiącego człowieka z gliny, której doświadczył modląc się w katolickim, małym kościele prowadząc szkolenie w Etiopii.

Już sama jego książka wyraźnie pokazuje to, że pomiędzy nim a jego dziełem istnieje rozdarcie. On człowiek głębokiej wiary, buduje ateistyczne dzieło jakim jest TRE. Naturę oddziela od swojego doświadczenia Boga. Propagując TRE jako rzecz tylko naturalną, odwraca się od tego, co sam nosi w swoim sercu, od miłości do Boga. Jego zawołanie „zaufaj ciału” nie znaczy już „zaufaj Bogu”, a przez wielu ludzi będzie odczytane jako z nim sprzeczne.

Oczywiście tu rodzi się logiczne pytanie: po co w ogóle mieszać do naturalnych mechanizmów powrotu do zdrowia kwestie religijne? Uczynienie z metody TRE rzeczy świeckiej wydaje się być najbardziej rozsądną decyzją. Niestety sam Berceli popełnił błąd kojarząc TRE z hinduską jogą, systemem zupełnie obcym dla chrześcijan, swoich braci w wierze. To skojarzenie stawia w niewłaściwym świetle tę metodę.

II

Tak prozaicznie patrząc sprawa wygląda, lecz... „historia lubi się powtarzać”. Zatem spróbujmy spojrzeć na tę sprawę inaczej, poprzez porównanie Davida do pewnej postaci biblijnej, do Szawła, który stał się później św. Piotrem. To porównanie pozwoli nam wyraźniej zobaczyć w czym jest problem.

Szaweł po śmierci pierwszego chrześcijańskiego diakona i męczennika, św. Szczepana, której był świadkiem, "rozpędzał" się w gorliwej nienawiści do uczniów Chrystusa – czytamy o tym na przełomie siódmego i ósmego rozdziału Dziejów apostolskich, a potem na początku rozdziału dziewiątego. W prześladowaniu pierwszych chrześcijan kierował nim fałszywy obraz Boga. Dopiero gdy na drodze do Damaszku oślepiony światłem "zderzył" się z autentycznym obrazem Boga w Jezusie zrozumiał swój błąd. Po tym spotkaniu jego pasja nic nie straciła na impecie, ale jej kierunek zupełnie się zmienił. Stał się Apostołem Narodów, bez dorobku którego trudno wyobrazić sobie chrześcijaństwo.

W kulminacyjnym momencie spotkania pod Damaszkiem Jezus pyta go: "Szawle, Szawle. Czemu mnie prześladujesz?" Szaweł nie potrafił odpowiedzieć, bo przecież nie prześladował Jezusa tylko chrześcijan. Zresztą Jezus nie tyle oczekiwał od niego odpowiedzi, co chciał mu przez to pytanie uświadomić, że utożsamia się ze swoimi uczniami. Chciał oświetlić ciemność w jakiej przebywał Szaweł. Jego błąd nie tkwił w przesłankach jego działania, bo przecież kierowała nim zagorzała miłość do Boga. Błąd był w umyśle Szawła, w jego wyobrażeniu Boga. W tamtej chwili nastąpił przełom – z człowieka fanatycznie religijnego zaczął stawać się mistykiem.

W takim samym błędzie jak Szaweł wtedy jest teraz David. Berceli z pasją krzewi w świecie naturalne lecznicze drżenia czyli dar, który otrzymał od Boga, ale buduje TRE nie na Bożym miłosierdziu, a na fałszywej, poprawnej politycznie dobroci. Oddzielając Naturę od Boga czyli stworzenie od Stwórcy współtworzy świecki obraz świata wbrew własnemu doświadczeniu. Zamiast człowiekiem posłanym przez Boga do uzdrowienia ludzkości paradoksalnie stał się „prześladowcą” Jego ludu.

III

Problem fałszywego obrazu Stworzyciela nie dotyczy tylko Davida. To problem nas wszystkich. Jest to szczególnie widoczne dziś, gdy dzięki internetowi wszyscy żyjemy w jednej wiosce o nazwie planeta Ziemia. Nasz obraz Boga przypisujemy tylko religijności. Świat podzielony na tysiące systemów religijnych skłania nas do traktowania Boga jako sfery obyczajowej, rodzinnego czy narodowego dziedzictwa. Bóg zamknięty przez nas w zimnych murach świątyni, przestaje być dla nas twórcą i Panem całej Natury i naszego indywidualnego losu, a staje się w najlepszym razie tylko świątecznym dodatkiem do życia, a w najgorszym – fanatycznym podżegaczem. Ludziom bardzo religijnym wydawać się może, że pokój w świecie zapanuje po zwycięstwie jedynej słusznej religii nad wszystkimi innymi, religii oczywiście ich własnej. Nie, nie zapanuje też wtedy, gdy wszystkie religie uznamy za przeżytek. Mylą się wszyscy, problem bowiem widzą nie tam, gdzie jest on naprawdę. Wyjaśnijmy to krótko...

Korzeniami wszystkich religii są wybitni mistycy. Mistycy za swego życia są najczęściej niebezpieczni dla systemów religijnych. Chętniej chcą burzyć stare i budować nowe świątynie, niż dotychczasowe remontować lub do nich dobudowywać. Jako nieobliczalni, zbyt radykalni, rzadko stają się żywym przykładem dla ludzi religijnych. Dopiero po ich śmierci dorobek ich mistycznego życia zostaje wchłonięty i przetrawiony przez religijność. Okazuje się, że prawdziwy duchowy konflikt nie istnieje pomiędzy Wschodem a Zachodem, nie istnieje pomiędzy islamem, chrześcijaństwem czy judaizmem jak nam się wydaje, ale istnieje pomiędzy życiem religijnym, a życiem mistycznym. Owszem mistycyzm i religijność są wzajemnie uzupełniającym się przeciwieństwem, ale między nimi jest drastyczna dysproporcja. Większość ludzkości stanowią ludzie religijni, którzy jak Szaweł służą Bogu i innym ludziom „na siłę”, podczas gdy w przypadku mistyków, których jest mniejszość to Bóg służy ludziom poprzez mistyków, jak przez św. Pawła. Ludzkość, jak drzewo świeżych soków na wiosnę, potrzebuje dziś charyzmatyków, autorytetów nie tylko religijnych, ale przede wszystkim wielkich mistyków.

IV

Etiopia, gdzie David otrzymał swój dar, jest z pewnością wyjątkowym krajem – po historii opisanej w ósmym rozdziale Dziejów stała się pierwszym chrześcijańskim krajem świata, znanym też z wyjątkowego w świecie kultu Arki Przymierza i wykutych przez aniołów kościołów Lalibeli. Polska jednakże nie jest gorsza. Do II wojny światowej Polska była domem dla narodu żydowskiego. Dziś pozostały po tych czasach tylko cmentarze. Do jednego z nich w Lelowie co roku przyjeżdżają Żydzi z całego świata modlić się nad grobem twórcy mistycznego ruchu chasydzkiego, który odnowił wiarę narodu wybranego.

Nas, katolików w Polsce, w odróżnieniu od ludzi Zachodu Europy, Jezus przyzwyczaił do tego, że jest On cały czas obecny wśród swego ludu. Najpiękniejszym tego przykładem jest życie siostry Faustyny, bł. księdza Michała Sopoćki i papieża Jana Pawła II, trójki świętych, bez których Jezus miłosierny nie rozsiałby po świecie tego kultu. My dziś, tak jak za czasów Jezusa Żydzi, doświadczamy podobnych znaków i cudów objawiających się w naszych parafiach, a nie nagłaśnianych przez media.

Zatwierdzony przez Kościół cud eucharystyczny w Sokółce, w którym w upadłej na podłogę kościoła komunii znaleziono fragment mięśnia sercowego człowieka w stanie agonii burzy nasz spokój. Nie możemy już dłużej uciekać od prawdy tego, że my, chrześcijanie jesteśmy autentycznym ciałem Chrystusa, które On sam karmi prawdziwym swoim ciałem i poi prawdziwą swoją krwią. Te ciało, umęczone przez naszą europejską kulturę nie dbającą o rozwój cielesny tak jak na dalekim Wschodzie promują to od tysięcy lat tamtejsze religie, te ciało umęczone przez zaprzeczającą istnieniu Ducha europejską naukę, która ciało ludzkie traktuje jak biochemiczną maszynę, te umęczone ciało woła o ratunek. Swoje dary otrzymali już niechrześcijanie w postaci jogi, qi-gong itp. praktyk. Świat wcale nie przyjmuje TRE, nie zabiega o tę metodę. To David musi jeździć po świecie i prosić się o jego przyjęcie przez innych. Jest tak dlatego, że nie jest to dar bezpośrednio dla całego świata. To dar dla chrześcijan, ponieważ oni, którzy są ciałem Chrystusa, wyparli się własnej cielesności, mówiąc psychologicznie umieścili ją w cieniu swej osobowości, wschodnie praktyki cielesne stały się dla nich elementem psychologicznej reakcji zwanej „polowaniem na czarownice”, w tym przypadku zresztą ta nazwa jest zupełnie dosłowna.

V

Berceli w swej dobroci idąc na skróty ku uzdrowieniu ludzkości zapomina o tym, że... Bóg jest. Bóg żywy. Bóg-człowiek. Bóg zazdrosny, nagradzający za dziecięcą ufność, a obrażający się za niewdzięczność. David nie dojrzał jeszcze w pełni do bycia mistykiem. Mistyk to ktoś, kto osobiście odkrył istnienie Boga i kto utrzymuje z Nim swój intymny kontakt. To ktoś, kto wyrzekając się własnej woli pragnie być prowadzony przez Boga ku realizacji misji przewidzianej tylko dla niego. Pomylimy się jednak myśląc, że mistyk to ktoś, kto zna Boga. Żaden bowiem człowiek ani system religijny nie jest w stanie poznać i zawłaszczyć sobie Tego, który jest ponad wszystkim, co znane. Mistyk jest zatem człowiekiem, któremu Bóg łaskawie pozwala się poznawać tak, jak On tego pragnie, jedynie w wybranym, małym fragmencie. Mistycy dalekiego Wschodu wiedzą, że bez oświecenia nie można wyzwolić się od iluzji umysłu, który dzieli niepodzielną Jedność. Nie przyjmują tego do wiadomości mistycy Zachodni. Z kolei ci pierwsi nie potrafią zrozumieć drugich, ponieważ nie pojmują oni Boga, który Jedność rozmnaża. A gdzież jest jeszcze naturalne piękno Boga zawarte w animizmie? Gdzież matematyczny i kosmiczny zachwyt odległym Bogiem wyrażony przez islam? Gdzież Boża mądrość mitów różnych kultur? Nikt nie jest w stanie poznać całości piękna Stwórcy i jego dzieła, którym jest cały świat.

Jako mistyk, któremu Bóg też objawił, niezależnie od Davida, ozdrowieńczy mechanizm powrotu do zdrowia przez drżenia muszę dodać jeszcze parę zdań o sobie. Nie jestem naukowcem jak Berceli, a niewykształconym człowiekiem zafascynowanym Naturą i Bogiem. To On prowadzi mój rozwój duchowymi ścieżkami dalekowschodnimi i zachodnimi od około 25 lat. W moim przypadku ciało i Duch nie rozdzieliły się jak to było u Davida, a przeciwnie, złączyły się w jedną, naturalną a zarazem mistyczną drogę. Okazało się, że prowadzi ona dalej niż doszedł David. Prowadzi ona do nieznanych jeszcze mechanizmów uzdrowienia człowieka, których ślad odnaleźć możemy w Biblii. Jednak sam, bez fachowej wiedzy nie potrafię tych darów naukowo zbadać i upowszechniać. Innymi słowy terapia, którą proponuje Bóg znacznie wykracza poza poziom bioenergetyczny, ponad poziom rozwoju człowieka jako ciała i psychiki, a poprzez chrzest w Duchu Świętym sięga poziomu Jedności z Bogiem. Okazuje się, że ten dar Boży, poznany w części przez Davida, to holistyczna kuracja prowadząca do pełni człowieczeństwa w Jezusie Chrystusie. Bóg zaprasza nas na Wiosnę Kościoła!

Jako mistyk w końcu muszę jasno stwierdzić, że jakakolwiek wina Davida jest złudzeniem. Nic nie dzieje się wbrew woli Bożej, a opisane tu problemy mają jedynie rzecz całą poprowadzić wedle niezbadanych zamierzeń Bożych zapewne, by ukazać boże piękno i miłosierdzie. Możemy się domyślać, iż chodzi o to, że dzieło uzdrowienia ludzkości nie może spoczywać na barkach jednego człowieka i to działającego przeciw Bogu. Mamy nie tylko działać razem, jako jedno ciało Chrystusa, ale też być przykładem życia mistycznego dla innych, tych którzy ciągle jeszcze tkwią w złudzeniu, że smutne życie religijne jest tym, co jedynego ma nam do zaproponowania Ten, który jest chlebem i winem.

Mariusz zwany też Filipem,
Chorzów, 28.01.2016r.
opublikowany: 7.02.2016r.

Dz8.pl | Dersu Uzala Info Copyright by Dz8.pl | Valid HTML | Szablon by Sliffka