kontakt
Odnowa | David | Tydzień Biblijny | Książka | Wiosna | Dersu | English |






ODNOWA ZIEMI







22 kwietnia 2015 roku to dzień zupełnie powszedni. Środa, środek tygodnia. Akurat tego dnia jest jedyne czytanie z Dziejów Apostolskich o Filipie. Kto z nas zna tego Filipa, jednego z Siedmiu? Pewnie nieliczni, a przecież jest to postać niezmiernie ciekawa. Postaram się to pokazać w tym tekście na postawie fragmentów z Dziejów.





PROLOG

Dzień Wniebowstąpienia


1

1 Pierwszą Księgę napisałem, Teofilu, o wszystkim, co Jezus czynił i czego nauczał od początku 2 aż do dnia, w którym udzielił przez Ducha Świętego poleceń Apostołom, których sobie wybrał, a potem został wzięty do nieba. 3 Im też po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym. 4 A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca:
«Słyszeliście o niej ode Mnie - [mówił] -
5 Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym». 6 Zapytywali Go zebrani: «Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?» 7 Odpowiedział im: «Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, 8 ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi».

9 Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu.


Zaczynamy od samego początku. Od znanych podstaw.

Dzieje Apostolskie nazywane są Ewangelią Ducha Świętego. Jest to jedyna Ewangelia, która nie ma końca, bo pisanie jej zostało tylko nagle przerwane, a nie ukończone. Mówiąc górnolotnie ta Ewangelia jest wciąż pisana, bowiem Duch Święty tak jak wtedy pośród pierwszych Chrześcijan, tak i dziś, na nowo działa pośród nas.

Początek Dziejów Apostolskich to czas wyjątkowy, ale i czas obecny ma dużo z nim wspólnego. I nam się teraz będzie Zmartwychwstały ukazywał przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym jak wtedy. I my mamy oczekiwać obietnicy Ojca, zesłania Ducha Świętego. Prawdy o naszym życiu, o tej obecnej chwili nie znajdziemy w aktualnych gazetach ani na portalach internetowych, ale znajdziemy ją właśnie w Biblii. Dosłownie! Zatem „wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym”. Czyż mamy czekać na jakąś ceremonię w dniu Pięćdziesiątnicy? Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że Pismo nie mówi nigdzie o chrzcie w Duchu Świętym, ale o chrzczeniu Duchem Świętym, o zanurzeniu w nim. To nie jest kolejna ceremonia, której można się biernie poddać. Chrzczenie Duchem Świętym to coś dynamicznego, do czego jest potrzebna odpowiednia „postawa” naszego ciała i ducha. Na czym ona polega? Spróbuję pokazać dalej...

Gdy Duch Święty zstąpi na nas, otrzymamy Jego moc i będziemy jego świadkami w Chorzowie... i w Samarii. Co symbolizuje owa Samaria? Czy to tylko historyczne miejsce? To były wedle Dziejów ostatnie słowa Jezusa czy zatem powiedział coś nieistotnego, o czym nie warto wspominać? W tej Samarii jest zawarte dla nas bardzo ważne przesłanie. To wskazanie Jezusa na historię Filipa. Mamy ją dobrze zrozumieć, jeśli chcemy wypełnić naszą misję bycia świadkami Jezusa.



Zesłanie Ducha Świętego


2

Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. 


Nie sposób przejść obojętnie obok tego wydarzenia. Nie ludzie ustalili ten czas, a Bóg. Apostołowie tylko cierpliwie czekali. Nie wiedzieli czego mają się spodziewać. Dostali dar taki, jaki wtedy był im potrzebny. Pamiętajmy jednak, że Duch Święty nie lubi się powtarzać. Ucieka, gdy wyczuje napór naszych oczekiwań. Nasze umysły mają być wolne od znanego. Modlitwą, którą zawsze chętnie wysłucha jest: „Proszę, zaskocz mnie, Duchu Święty!” Paraklet bowiem jest nauczycielem ufności Jezusowi. Ufności w to, że Jezus wie lepiej niż my sami czego nam trzeba, wie lepiej niż my sami jacy jesteśmy.

I my żyjemy w wyjątkowym czasie i miejscu jak Apostołowie, tylko nie potrafimy tego dostrzec. Dzienniczek św. Faustyny, zawiłe losy kultu Miłosierdzia Bożego, święta posługa naszego Papieża, Jana Pawła II, wyniesienie s. Faustyny na ołtarze w roku milenijnym, powierzenie świata Bożemu Miłosierdziu, wreszcie ogłoszenie roku przyszłego Rokiem Jubileuszowym Bożego Miłosierdzia – wszystkie te wydarzenia zmierzają do zapowiedzianego przełomowego wydarzenia: zapalonej „iskrą” eksplozji Bożego Miłosierdzia.





POCZĄTKI DZIAŁALNOŚCI MISYJNEJ KOŚCIOŁA

Ustanowienie Siedmiu


6

1 Wówczas, gdy liczba uczniów wzrastała, zaczęli helleniści szemrać przeciwko Hebrajczykom, że przy codziennym rozdawaniu jałmużny zaniedbywano ich wdowy.2 «Nie jest rzeczą słuszną, abyśmy zaniedbywali słowo Boże, a obsługiwali stoły» - powiedziało Dwunastu, zwoławszy wszystkich uczniów. 3 «Upatrzcież zatem, bracia, siedmiu mężów spośród siebie, cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości! Im zlecimy to zadanie. 4 My zaś oddamy się wyłącznie modlitwie i posłudze słowa».5 Spodobały się te słowa wszystkim zebranym i wybrali Szczepana, męża pełnego wiary i Ducha Świętego, Filipa, Prochora, Nikanora, Tymona, Parmenasa i Mikołaja, prozelitę z Antiochii. 6 Przedstawili ich Apostołom, którzy modląc się włożyli na nich ręce. 7 A słowo Boże rozszerzało się, wzrastała też bardzo liczba uczniów w Jerozolimie, a nawet bardzo wielu kapłanów przyjmowało wiarę.


Zwykło się uważać, że wtedy narodził się Kościół hierarchiczny, wyspecjalizowany. Dwunastu i Siedmiu otrzymało swoje specyficzne zadania. Tak jak Apostołowie byli wybrani przez Jezusa, tak też diakoni byli wybranymi, ale przez Ducha Świętego. Cyfra Siedem w Nowym Testamencie oznacza pełnię i doskonałość – to też symboliczne przesłanie dla nas. By zrozumieć rolę Siedmiu spojrzymy na życie Szczepana i Filipa.



Wystąpienie św. Szczepana


8 Szczepan pełen łaski i mocy działał cuda i znaki wielkie wśród ludu. 9 Niektórzy zaś z synagogi, zwanej [synagogą] Libertynów i Cyrenejczyków, i Aleksandryjczyków, i tych, którzy pochodzili z Cylicji i z Azji, wystąpili do rozprawy ze Szczepanem. 10 Nie mogli jednak sprostać mądrości i Duchowi, z którego [natchnienia] przemawiał. 11 Podstawili więc ludzi, którzy zeznali: «Słyszeliśmy, jak on mówił bluźnierstwa przeciwko Mojżeszowi i Bogu». 12 W ten sposób podburzyli lud, starszych i uczonych w Piśmie. Przybiegli, porwali go i zaprowadzili przed Sanhedryn. 13 Tam postawili fałszywych świadków, którzy zeznali: «Ten człowiek nie przestaje mówić przeciwko temu świętemu miejscu i przeciwko Prawu.14 Bo słyszeliśmy, jak mówił, że Jezus Nazarejczyk zburzy to miejsce i pozmienia zwyczaje, które nam Mojżesz przekazał». 15 A wszyscy, którzy zasiadali w Sanhedrynie, przyglądali się mu uważnie i zobaczyli twarz jego podobną do oblicza anioła.


Łaska i moc, cuda i znaki. Narzędzia oraz zadania. To, że teraz czujesz się słaby to nic złego, przecież moc właśnie w słabości się doskonali. Im bardziej jesteś złamany przez życie, przez problemy, przez zniewolenia tym obficiej może się wkrótce wylać na ciebie moc Ducha Świętego i w rezultacie tym większe będziesz działał cuda i znaki. Jeśli czujesz się ostatnim, wkrótce możesz stać się pierwszym. To może banały, ale czy myślimy o tym w kontekście naszego życia tu i teraz? Ten czas łaski to okazja by przestać użalać się nad sobą, przestać gnębić siebie, oddawać się miłości własnej.

Historia Szczepana wiele nas uczy. Warto wczytać się w siódmy rozdział Dziejów. Jednak zadanie Szczepana było odmienne od zadania Filipa. Można powiedzieć, że te zadania były sobie przeciwstawne, ale nie wykluczały się, tylko się uzupełniały. Zadaniem Szczepana było zostać mówcą pełnym natchnienia, w Jerozolimie. Zatem i zadaniem jego było zostać męczennikiem.



8

1 Szaweł zaś zgadzał się na zabicie go.

Prześladowanie Kościoła jerozolimskiego


Wybuchło wówczas wielkie prześladowanie w Kościele jerozolimskim. Wszyscy, z wyjątkiem Apostołów, rozproszyli się po okolicach Judei i Samarii. 2 Szczepana zaś pochowali ludzie pobożni z wielkim żalem. 3 A Szaweł niszczył Kościół, wchodząc do domów porywał mężczyzn i kobiety, i wtrącał do więzienia.


Zauważ, że tu następuje ciekawy podział. Apostołowie zostają na miejscu, a wszyscy rozproszyli się. Mówiąc inaczej wszyscy poza Apostołami zostali posłani przez Ducha Świętego do rozprzestrzeniania Kościoła. Mamy więc już jakby trzy postawy: Apostołów trwających w Jerozolimie, Szczepana, który symbolizuje męczenników oraz owych wszystkich.



Działalność Filipa w Samarii


4 Ci, którzy się rozproszyli, głosili w drodze słowo. 5 Filip przybył do miasta Samarii i głosił im Chrystusa.


To szalenie ważny fragment. Dochodzimy tu do wspomnianej na wstępie Samarii. Jakie znaczenie historyczne miała Samaria może już mniej więcej wiemy. Jak to w rodzinie bywa, Samarytanie jako bracia w wierze z Żydami wzajemnie się nienawidzili. Jeśli mieszkańcy Jerozolimy czuli się oskarżani słysząc, że to oni ukrzyżowali Jezusa, to mieszkańcy Samarii przeciwnie, nie mieli powodu odczuwać takiej winy. To kluczowy moment wyjścia wiary w Chrystusa poza środowisko Żydów. W pewnym sensie „rodzi się” Chrześcijaństwo. Ale przecież i dziś Kościół nie jest czymś martwym. On „rodzi się” na nowo cały czas w mocy Ducha Świętego. I dziś mamy Kościół tradycyjny, religijność tradycyjną, religijność z nawyku. To jest nasza Jerozolima. Ale mamy też swoją Samarię. Kościół odnowiony, odnowioną wiarę. Odnowioną nie przez naszą dobrą wolę, bo ona nic nie może, ale odnowioną przez Ducha Świętego. Słowo „Odnowa” jest tu bardzo trafne, bo nie chodzi o przeciwstawienie tradycyjnej religijności tej jakiejś „nowej”, lepszej neo-religijności. Religijność tradycyjna jest niezbędnym fundamentem dla religijności naszej, uwielbieniowej, rzec można „nowoczesnej”.

Duch Święty niesamowicie ciekawą drogą buduje swoją Odnowę. Jest to przepiękna historia zaczynająca się w USA w 1901 roku. Słyszeliśmy nie raz o wydarzeniach z 17-19 lutego 1967 roku, w których uczestniczyli studenci i pracownicy naukowi Uniwersytetu Duquesne w Stanach Zjednoczonych. O tym jak było w Polsce można przeczytać w rewelacyjnej książce „Upili się młodym winem” Małgorzaty i Marka Nowicckich.

Odnowa” to także powrót do religijności żydowskiej, pełnej wigoru i mistyki. Wspaniałym wzorcem dla naszej Odnowy jest powstanie chasydyzmu w Polsce na przełomie XVII i XVIII wieku. Naprawdę trudno się oprzeć wrażeniu, że nasza, polska ziemia jest miejscem szczególnie lubianym przez Boga. To przecież niedaleko nas, do Lelowa, przybywają co roku Żydzi z całego świata by u grobu cadyka Dawida Bidermana świętować swoją Odnowę. Spójrzmy na to jak oni to robią. Jak śpiewają, jak tańczą, jak ucztują. Dzisiejszy Chasydyzm znacznie różni się od tego pierwotnego, ale i dziś może obudzić w nas zdrową zazdrość, by chcieć uwielbiać Boga całym sobą tak jak oni to robią.

Dodajmy przy okazji jeszcze ciekawostkę, że Żydzi są jedynym narodem, która przy modlitwie kiwa się tam i z powrotem. Nazywa się to szukling lub szokeling w jidysz, co krótko mówiąc wskazuje na być może Polski rodowód słowa. Tradycja ta podobno jest jednak starsza. W koncepcjach chasydzkich jest to wizualny efekt działania duszy, która podczas modlitwy chce uwolnić się od ciała w swoim dążeniu do zjednoczenia się z Bogiem i drga jak płomień świecy – Księga Przysłów 20,27 „Świecą Pana jest duch człowieka: on głębię wnętrza przenika”.


Wróćmy jednak do Filipa, bo nie jest on tylko postacią historyczną, ale też postacią symboliczną. Jest tym który przyniósł wiarę do Samarii, o której wspomniał odchodzący Jezus. Otwiera nowy etap w dziejach Kościoła. Jeśli dziś ma się dokonać dzieło Ducha Świętego, to mamy dokładnie poznać Filipa, bo on uosabia nowego człowieka, człowieka odnowionej wiary, człowieka Odnowy w Duchu Świętym. Po prostu Filipem jesteśmy my. Ty jesteś nowym Filipem, nową Filipą.


6 Tłumy słuchały z uwagą i skupieniem słów Filipa, ponieważ widziały znaki, które czynił. 7 Z wielu bowiem opętanych wychodziły z donośnym krzykiem duchy nieczyste, wielu też sparaliżowanych i chromych zostało uzdrowionych.


Wyobraźmy sobie tę scenę. Niech nam się przyśni, bo wielkich rzeczy dokonują ci, którzy śnią o nich. Te tłumy słuchające z uwagą i skupieniem słów wypowiadanych przez nowych Filipów. Zobaczmy te znaki, które czyni przez nas Duch Święty. Jeśli myślisz, że u nas – nie tylko w Chorzowie, ale i wśród tych, którzy co tydzień chodzą do naszego kościoła – nie ma ludzi w których mieszkają duchy nieczyste jesteś w błędzie. To nie jest historia, która dawno minęła. Jest co wyrzucać, tak jak jest kogo uzdrawiać.


8 Wielka radość zapanowała w tym mieście.


To krótkie zdanie łatwo ominąć wzrokiem czytając Pismo. Tymczasem w całym tym wywodzie jest to zdanie najważniejsze. To cel. To wizja ostateczna.

Słowa „...w tym mieście” nie oznaczają już tylko tamtego miasta, ale nasze miasto, nasz kraj, nasz Kościół, nasz świat.

Słowo „...zapanowała...”: panować, Pan, władać, królować, Król...

Wielka radość... Wielka radość... Wielka radość...

Nie jakaś tam radość, ludzka, ułomna, kabaretowa. Taka ludzka radość nas nie nasyci. Nie da nam szczęścia, spełnienia. Nie przeniknie nas do głębi. Potrzebna jest nam Wielka radość. Boża. Radość powrotu do Raju, do Źródła życia, do pełni szczęścia.

Annuntio vobis gaudium magnum: habemus Papam... Oznajmiam wam radość wielką: mamy Papieża... Tak jak w przypadku wyboru nowego Papieża, wielka radość jest największą radością dla ludu bożego. To kaliber magnum wśród radości. W jednym z tłumaczeń jest „wielkie wesele”, co oczywiście kojarzy się z pierwszym cudem Chrystusa w Kanie, z wizją upicia się winem, którego wypić do końca nie sposób, bo będzie to radość nieprzemijająca, trwała, bowiem jej źródło nie będzie na zewnątrz nas w jakimś wydarzeniu, ale w naszym wnętrzu, w stanie naszego ducha i ciała. Radość zupełnie naturalna od początku dana człowiekowi przez Boga. W dalszej części zastanowimy się jak dojść do tej Wielkiej radości.



9 Pewien człowiek, imieniem Szymon, który dawniej zajmował się czarną magią, wprawiał w zdumienie lud Samarii i twierdził, że jest kimś niezwykłym. 10 Poważali go wszyscy od najmniejszego do największego: «Ten jest wielką mocą Bożą» - mówili. 11 A liczyli się z nim dlatego, że już od dość długiego czasu wprawiał ich w podziw swoimi magicznymi sztukami. 12 Lecz kiedy uwierzyli Filipowi, który nauczał o królestwie Bożym oraz o imieniu Jezusa Chrystusa, zarówno mężczyźni, jak i kobiety przyjmowali chrzest. 13 Uwierzył również sam Szymon, a kiedy przyjął chrzest, towarzyszył wszędzie Filipowi i zdumiewał się bardzo na widok dokonywanych cudów i znaków.


To kolejne zadanie do którego posyła nas Duch Święty. Wydaje się, że Kościół już się tym zajmuje: piętnuje współczesną czarną magię. Wiemy dobrze, że mamy nie uprawiać jogi, nie korzystać z usług bioenergoterapeuty... A jednak wielu z nas to robi, bo nie znajduje uzdrowienia w Kościele. Wydaje się, że Jezus jakoś łatwiej uzdrawiał dwa tysiące lat temu Żydów, niż nas. Masowe, spektakularne uzdrowienia w imię Chrystusa dokonują się wprawdzie i dziś, ale w Afryce, a nie u nas, w Europie. My bowiem żyjemy z dala od natury, z dala od naszych ciał i uczuć. Typowy polski katolik to człowiek zamknięty w sztywnej skorupie, zupełnie nieświadomy swej cielesności. Potrzebujemy pomocy. Psychologiczną metodę pracy z ciałem zapoczątkował Alexander Lowen, wybitny lekarz i psychoterapeuta amerykański. W swej książce „Duchowość ciała” pisze:

Przed zjedzeniem owocu z zakazanego drzewa wiadomości dobrego i złego, jak czytamy w Biblii, człowiek żył w Raju bez samoświadomości, podobnie jak inne zwierzęta. Był niewinny i znał radość życia w stanie łaski. Wraz z poznaniem dobra i zła przyszła odpowiedzialność za dokonywane wybory i człowiek stracił swoją niewinność, stał się świadomy siebie i niespokojny. Harmonia, jaka istniała między człowiekiem a Bogiem, między człowiekiem a naturą, została zniszczona. Zamiast błogosławionej niewiedzy, homo sapiens doświadczył teraz niewygód i chorób. (...)

Za tradycją chrześcijańską stoi judeogrecka wiara w wyższość rozumu nad ciałem. Gdy oddziela się umysł od ciała, duchowość staje się zjawiskiem intelektualnym — wiarą, a nie witalną siłą — podczas gdy ciało staje się po prostu mięsem na szkielecie z kości lub, jak widzi je współczesna medycyna, laboratorium biochemicznym. Pozbawione ducha ciało cechuje niski stopień żywotności i brak wdzięku. Jego ruchy są często mechniczne, gdyż w dużym stopniu decyduje o nich umysł czy wola.

I w innym miejscu:

Na Zachodzie proces industrializacji zaszedł tak daleko, że nadszarpnął wiarę większości ludzi w dobre urządzenie ich świata oraz w istnienie dobrotliwej siły we wszechświecie, która mogłaby zapewnić im przetrwanie i dobrobyt. Zamiast wierze, my, żyjący w świecie zachodnim zaufaliśmy nauce, reprezentującej siłę ludzkiego umysłu w pokonywaniu wszelkich trudności, jakie nam zagrażają. Niektórzy ludzie są przekonani, że wszystko, co nam potrzeba, to dobra wola i dość pieniędzy na wykonanie tego dzieła. Jednak taka ufność pokładana w nauce jest naiwnością, gdyż opiera się na założeniu, że człowiek jest doskonalszy od przyrody oraz że sam może zostać bogiem, wszechmocnym i wszechwiedzącym. Człowiek marzy nawet, że uda mu się kiedyś pokonać starość i śmierć. Marzenie to jest jednak nierealne, ponieważ człowiek, będąc częścią natury, nigdy nie zdoła ogarnąć umysłem całości — jego wiedza będzie zawsze ograniczona. Nierealne jest ono również dlatego, że pomija wzajemne stosunki między człowiekiem a przyrodą. Złudzenie wyższości wobec natury niszczy jego związek z otoczeniem, który nadaje życiu sens, pasję i radość. Przeczy więc duchowej naturze człowieka.


Trzeba zaznaczyć, że metoda stworzona przez Alexandra Lowena jest niższą formą pomocy w rozwoju człowieka niż duchowość ezoteryczna jakiej doświadczamy w Odnowie w Duchu Świętym, ale uzdrawianie charyzmatyczne bez pracy z ciałem jest czymś niepełnym, nie zawsze skutecznym. Tak jak nie można uzdrowić człowieka wbrew jego woli, tak też trudno uzdrowić go wbrew woli jego ciała. Bezkrytyczne odrzucenie wszystkiego co nie katolickie, nonszalanckie przekreślenie dorobku Dalekiego Wschodu w poznaniu człowieka owocuje problemami jakie dziś mamy ze zdrowiem człowieka. Nie mamy autentycznego kontaktu z własnym ciałem, a oczekujemy by Jezus to ciało uzdrowił.



Apostołowie Piotr i Jan w Samarii


14 Kiedy Apostołowie w Jerozolimie dowiedzieli się, że Samaria przyjęła słowo Boże, wysłali do niej Piotra i Jana, 15 którzy przyszli i modlili się za nich, aby mogli otrzymać Ducha Świętego. 16 Bo na żadnego z nich jeszcze nie zstąpił. Byli jedynie ochrzczeni w imię Pana Jezusa. 17 Wtedy więc wkładali [Apostołowie] na nich ręce, a oni otrzymywali Ducha Świętego. 18 Kiedy Szymon ujrzał, że Apostołowie przez wkładanie rąk udzielali Ducha Świętego, przyniósł im pieniądze. 19 «Dajcie i mnie tę władzę - powiedział - aby każdy, na kogo włożę ręce, otrzymał Ducha Świętego». 20 «Niech pieniądze twoje przepadną razem z tobą - odpowiedział mu Piotr - gdyż sądziłeś, że dar Boży można nabyć za pieniądze. 21 Nie masz żadnego udziału w tym dziele, bo serce twoje nie jest prawe wobec Boga. 22 Odwróć się więc od swego grzechu i proś Pana, a może ci odpuści twój zamiar. 23 Bo widzę, że jesteś żółcią gorzką i wiązką nieprawości». 24 A Szymon odpowiedział: «Módlcie się za mną do Pana, aby nie spotkało mnie nic z tego, coście powiedzieli».


Filip wykonał swoje pierwsze zadanie: głoszenie słowa. Następuje kolejny etap w rozwoju Kościoła. Wyjście Apostołów z Jerozolimy. To ważne, że nie Filip, diakon, ale oni, Apostołowie nakładali ręce i modlili się o dar Ducha Świętego. Znów powracamy do wagi fundamentów Kościoła, Kościoła opartego na tradycji. Duch Święty tego właśnie wymaga. Nie buduje nowej, konkurencyjnej drogi w stosunku do Jezusa, ale kontynuuje tamto stare zadanie, bo jego najważniejszą misją jest by przyprowadzić nas do Odkupiciela. Błędną jest Droga, która Boga jakiego znamy od tysiąca lat zastępuje nową, „lepszą”, konkurencyjną wspólnotą; która budynek naszego kościoła i tkwiący w nim ołtarz wyrzuca na śmietnik historii; która odrywa parafianina od jego naturalnych korzeni, a daje w zamian korzenie sztuczne, nęcące pięknem, ale wydumane przez współczesnego Szymona. Od imienia Szymona powstało słowo „symonia”, oznaczające handel urzędami kościelnymi, sakramentami... Ale my teraz nie patrzmy na to przez płytki pryzmat tego słowa. Szymon chciał kupić sobie dary Ducha Świętego. Chciał sam dodać sobie coś więcej do tego, co już miał. Nie powielajmy jego błędu. Trzeba nam wyzbyć się siebie, opróżnić naczynie naszego umysłu, stać się pustym kielichem do którego wleje się Duch Święty. Nawet nasza dobra wola, nasza gorliwa pobożność jest przeszkodą w napełnieniu nas jego mocą. Jedyne co możemy zrobić to stanąć w prawdzie, że nie możemy uczynić nic, by zasłużyć sobie na tę łaskę. Stanąć przed ołtarzem i zapomnieć o sobie. Uznać Jezusa za Pana i Zbawiciela i oddać się Duchowi Świętemu. On ma plan na nasze życie. Żaden psycholog czy polityk nie wie co i jak należy zrobić by człowiek był szczęśliwy. Wie to Duch Święty i jemu mamy się dać poprowadzić.



Filip nawraca dworzanina etiopskiego


25 Kiedy dali świadectwo i opowiedzieli słowo Pana, udali się w drogę powrotną do Jerozolimy i głosili Ewangelię w wielu wioskach samarytańskich. 26 «Wstań i idź około południa na drogę, która prowadzi z Jerozolimy do Gazy: jest ona pusta» - powiedział anioł Pański do Filipa. 27 A on poszedł.


Kiedy poznałem tę historię, a było to w środku nocy po prostu pokochałem ją. Zupełnie mnie oczarowała. Pokazuje ona jaką bajką może być życie charyzmatyka. Z jaką lekkością i finezyjnym poczuciem humoru działa w nas Duch Święty.

Filip chce wrócić wraz Apostołami do Jerozolimy. Mają dużo wiary, dzięki temu co zdziałał Duch Święty w Samarii. Skoro wracają to mają jakąś wizję rozwoju Kościoła. Tymczasem anioł Pański przemawia do Filipa. Nie ma tu mowy o fizycznym zstąpieniu anioła, o konkretnym jego wyglądzie. Może więc raczej chodzi o głos w duszy Filipa, o wewnętrzne prowadzenie. Charyzmatyk ma wyciszyć się, wyczulić, wsłuchać się w przeczucia, ale i w tok własnych myśli. Każdy charyzmatyk musi szukać własnego sposobu na swój duchowy kontakt. Dla mnie przełomowym wydarzeniem było pójście za przykładem św. Faustyny i podjęcie się pisania własnego Dzienniczka. Brak mi słów, by wyrazić z jaką łaską potrafi działać Duch poprzez słowo pisane. Dzięki mojemu Dzienniczkowi niniejszy tekst powstał w zaledwie dwa dni, bo wystarczyło zebrać to, czego On mnie nauczył.

Głos anioła wybija Filipa z jego wyobrażeń, z jego woli. Każe mu zrobić coś zupełnie nielogicznego, nieracjonalnego. Każe mu iść, stać w samo południe, w najgorszym upale, czekać na pustej drodze, nie jego drodze, nie wiadomo na co. Przecież Filip dokonał wielkich rzeczy w Samarii. Jest już kimś w Kościele, rzec można – „trzynastym Apostołem”. Tymczasem w jednej chwili potrafi się tego wszystkiego wyzbyć i iść jak dziecko prowadzone głosem matki, z pełną ufnością, z całkowitym zaprzeczeniem samego siebie. Trudno nie porównać Filipa do św. Józefa. To jest ta sama bezwolność, wsłuchanie się w głos anioła, ducha, snu... I my mamy dosłownie wyluzować się oddając się Duchowi Świętemu, wsłuchiwać się w wewnętrzny głos, w dziwne sygnały płynące z naszego ciała, mrowienia, drżenia. Nie walczyć z tym, a tylko obserwować. Śpiewać, gdy mamy ochotę śpiewać. Podobnie tańczyć, spać, jeść, działać i odpoczywać jak dziecko, spontanicznie. Nie bać się tego, czego nie rozumiemy, ale i nie cieszyć się przedwcześnie. Szczególnie w kościele poczuć się bezpiecznie, tu nic złego nie może się stać.

Właśnie wtedy przybył do Jerozolimy oddać pokłon Bogu Etiop, dworski urzędnik królowej etiopskiej, Kandaki, zarządzający całym jej skarbcem, 28 i wracał, czytając w swoim wozie proroka Izajasza.


W przypisie czytamy, że Kandaki to stały tytuł królowych Etiopii, podobnie jak „faraon” był tytułem królów Egiptu, ujmowany jako imię własne, jak łaciński „Cezar”.


29 «Podejdź i przyłącz się do tego wozu!» - powiedział Duch do Filipa.


Okazuje się więc że Filip ma kolejne nowatorskie zadanie do wykonania. Już nie wielkie cuda uzdrowień fizycznych i duchowych wśród tłumów. To zadanie jest zupełnie inne. Filip musi się mentalnie przestawić. Zapomnieć o tym co było wcześniej, pomimo tego że były to tak niesamowite dzieła boże. Zauważmy, że tu nie mówi anioł tylko Duch. Znów zdaje się, że Duch Święty od Filipa oczekuje elastyczności i czujności.


30 Gdy Filip podbiegł, usłyszał, że tamten czyta proroka Izajasza: «Czy rozumiesz, co czytasz?» - zapytał.


Dworzanin był kimś wyjątkowo ważnym, miał wysoką pozycję i wykształcenie. Przy nim Filip był „nikim”, a mimo to nie bał się zapytać go czy rozumie Pismo. I dziś nam może się wydawać, że są od nas ludzie „mądrzejsi”, bardziej utytułowani, bardziej elokwentni: teologowie, psycholodzy, politycy... Bóg jednak upodobał sobie maluczkich. To przez nich działa, a nie przez ludzi wykształconych, którym trudno wyzbyć się swego umysłu, na rzecz daru mądrości Ducha Świętego.


31 A tamten odpowiedział: «Jakżeż mogę [rozumieć], jeśli mi nikt nie wyjaśni?» I zaprosił Filipa, aby wsiadł i spoczął przy nim.


Ciekawość dworzanina była silniejsza niż jego wyobrażenie o sobie. Nie był człowiekiem zadufanym w sobie pomimo swej ważnej funkcji. Znał swoją wartość i poszukiwał Boga. To ważne by nie rzucać pereł przed wieprze, ale umieć wyjść do tego, który ma w duszy tęsknotę poznania Prawdy.


32 A czytał ten urywek Pisma:
Prowadzą Go jak owcę na rzeź,
i jak baranek, który milczy, gdy go strzygą,
tak
On nie otwiera ust swoich.
33 W Jego uniżeniu odmówiono Mu słuszności.
Któż zdoła opisać ród Jego?
Bo Jego życie zabiorą z ziemi.

34 «Proszę cię, o kim to Prorok mówi, o sobie czy o kimś innym?» - zapytał Filipa dworzanin. 35 A Filip otworzył usta i wyszedłszy od tego [tekstu] Pisma opowiedział mu Dobrą Nowinę o Jezusie.


Bardzo podoba mi się to „A Filip otworzył usta...”, które niektórzy tłumacze niestety opuszczają. To zresztą stoi w opozycji do postawy Jezusa: „On nie otwiera ust swoich”. Cała ta płomienna mowa wypłynęła z Filipa sama: on tylko... otworzył usta. To uczy zaufania. Nie należy nam przygotowywać sobie „scenariuszy”. Z Duchem Świętym rzeczy rozgrywają się same, w doskonały sposób. Nie trzeba niczego przewidywać, przygotowywać się, kalkulować... Wystarczy się otworzyć: otworzyć swoje usta, otworzyć swoje dłonie, a Duch wypełni nas działaniem tak, jak On tego chce. Będzie nam podawał do ręki kolejne elementy konieczne do wykonania zadania jak w dziecięcej zabawie.



36 W czasie podróży przybyli nad jakąś wodę: «Oto woda - powiedział dworzanin - cóż przeszkadza, abym został ochrzczony?» (37 "Odpowiedział Filip: Można, jeżeli wierzysz z całego serca. Odparł mu: Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym".) 38 I kazał zatrzymać wóz, i obaj, Filip i dworzanin, zeszli do wody. I ochrzcił go.


Jakże pełna mocy musiała być przemowa Filipa, że dworzanin tak szybko, w tak niesamowitej prostocie serca chce być ochrzczony. Czy człowiek sam z siebie jest zdolny do takich rzeczy? Wątpię. Ale w mocy Ducha Świętego wszystko jest możliwe. Charyzmatyk musi się otworzyć na to, że Duch zdziała przez niego to, co po ludzku jest niemożliwe.

Wiersz 37 mają starożytne tłumaczenia z Wulgatą na czele i niektóre rękopisy greckie.


39 A kiedy wyszli z wody, Duch Pański porwał Filipa i dworzanin już nigdy go nie widział. Jechał zaś z radością swoją drogą.


I staje się rzecz jeszcze bardziej nieprawdopodobna. Bo tak działa Duch Święty, jego pomysłowość i możliwości nie znają granic. Nigdy nie działa schematycznie. Zawsze świeży, młody, upijający. Filip zatem zostaje fizycznie porwany. Ani dla Filipa, ani dla dworzanina nie było to jednak zdarzenie przerażające. Dworzanin przecież jechał dalej z radością.


40 A Filip znalazł się w Azocie i głosił Ewangelię od miasta do miasta, aż dotarł do Cezarei.


Filip natomiast znalazł się w Azocie, mieście na pół greckiego, a nie jak zamierzał w Jerozolimie. To znów uczy pokory, wyzbycia się swojej wizji na nasze życie. Z Duchem Świętym każdy dzień jest inny, każdy przynosi nowe doświadczenia, nowe wyzwania, o ile nie próbujemy wdrożyć go w jakiś szablon naszego wyobrażenia o nim.

Tu przeskakujemy do 21 rozdziału Dziejów, do końca działalności Pawła. Filip jest we wspomnianej Cezarei, mieście nad brzegiem Morza Śródziemnego.



KONIEC DZIAŁALNOŚCI - UWIĘZIENIE

Ku Jerozolimie


21

1 Po rozstaniu się z nimi odpłynęliśmy i bezpośrednim kursem przybyliśmy do Kos, a następnego dnia do Rodos, a stąd do Patary. 2 Znalazłszy okręt, który miał płynąć do Fenicji, wsiedliśmy i odpłynęliśmy. 3 Zobaczyliśmy Cypr i zostawiliśmy go po lewej ręce, a płynąć do Syrii, przybyliśmy do Tyru, tam bowiem miano wyładować okręt. 4 Odszukawszy uczniów, pozostaliśmy tam siedem dni, a oni pod wpływem Ducha odradzali Pawłowi podróż do Jerozolimy. 5 Po upływie tych dni wybraliśmy się w drogę, a wszyscy z żonami i dziećmi odprowadzili nas za miasto. Na wybrzeżu padliśmy na kolana i modliliśmy się. 6 Pożegnaliśmy się wzajemnie: myśmy weszli na okręt, a oni wrócili do swoich domów.
7 Kończąc naszą żeglugę, przybyliśmy z Tyru do Ptolemaidy i powitawszy braci, pozostaliśmy u nich jeden dzień. 8 Wyszedłszy nazajutrz, dotarliśmy do Cezarei. Weszliśmy do domu Filipa ewangelisty, który był jednym z Siedmiu, i zamieszkaliśmy u niego. 9 Miał on cztery córki, dziewice – prorokinie. 10 Kiedyśmy tam przez dłuższy czas mieszkali, przyszedł z Judei pewien prorok, imieniem Agabos. 11 Przybył do nas, wziął pas Pawła, związał sobie ręce i nogi i powiedział: «To mówi Duch Święty: Tak Żydzi zwiążą w Jerozolimie męża, do którego należy ten pas, i wydadzą w ręce pogan».


Po tych niezwykłych losach, po tych niesamowitych duchowych a nawet fizycznych wzlotach Filip stał się... zwykłym człowiekiem. Założył rodzinę. Mimo to Bóg wcale się od niego nie odwrócił. Błogosławił mu w normalnym życiu, bo Filip nie tylko doczekał się czterech córek, ale też były to córki uduchowione. Prowadził dom i był to dom gościnny dla misjonarzy, gdzie miały miejsce rzeczy niezmiernie ważne. Zatem los świętego wcale nie musi być męczeński. Bóg niekoniecznie chce zamknąć swojego świętego tylko dla siebie w zakonie, ani nawet nie wymaga poświęcenia się dla innych. Bóg chce nam też dać spełnić się w normalnym życiu, niczego nie ujmując z głębi i szaleństwa mistycznych doświadczeń. Owszem to trudne zadanie pogodzić natchnienia Ducha z prozą życia rodzinnego, ale jest to możliwe, a prowadzenie takiego podwójnego życia jest niesamowicie intensywne i ekscytujące. Zapomnij o telewizji, nudzie, rzeczach robionych dla zabicia czasu. Żadna gra komputerowa nie przebije „gry” w mistykę.

Dodam jeszcze, że w przypisywanych mnichowi Epifaniuszowi z IV/V wieku spisach Apostołów i siedemdziesięciu dwóch uczniów Jezusa istnieje wzmianka, że Filip ostatecznie został biskupem w Tralli, w Azji Mniejszej. Czyżby więc Filip spełnił się pod każdym względem?

Zobaczmy na koniec, że w pewnym sensie historia Filipa stoi w opozycji do losów Jezusa. Jezus „nie otwiera ust swoich” – Filip „otworzył usta”. Jezus został wywyższony przez ludzi na krzyżu - Filip został porwany w górę mocą Ducha Pańskiego. Jezus został wywyższony, by zobaczył go cały świat - świadkiem porwania Filipa był tylko Etiop, a i dziś Filip jest kimś zupełnie nieznanym wśród wiernych. Jezus został wywyższony w cierpieniu i męczeńskiej śmierci - Filip żył szczęśliwie i długo. Te przeciwieństwa to nie przypadek. Jest tak ponieważ Jezus umarł za Filipa. Bóg umarł, by dać człowiekowi pełnię życia. I dziś Bóg chce człowieka podnieść z upadku, oderwać od ziemi, porwać w ramiona, wywyższyć, uzdrowić, przywrócić mu boży wymiar i sens jego życia.

Chcąc zrozumieć los człowieczy możemy spojrzeć jeszcze szerzej, na cztery postacie – symbole ludzkiego wzrostu: Jezusa, Adama, Jonasza i Filipa.

Jezusem jesteśmy wszyscy dla siebie nawzajem. Jezus jest wpisany w każdego z nas, bo jest osią człowieczeństwa. To On jest naszym „ja jestem”. W Jezusie jesteśmy zawsze doskonali. Od Niego nieświadomie wychodzimy i do Niego mamy świadomie powrócić.

Lecz by świadomie powrócić do Boga musimy stać się Adamem, upaść w grzech. Tracimy więź z Bogiem, gdy uwierzymy że tylko my sami mamy prawo decydować o sobie, gdy stawiamy siebie na miejscu Boga. Życie Adama to samotność, nawet wśród ludzi Adam czuje się samotny. Życiem Adama kieruje strach. Los Adama to klęska Boga, bo utracił swe dziecko, a często pozorny sukces człowieka. Uosobieniem Adama może być Szymon, którego „poważali wszyscy od najmniejszego do największego: «Ten jest wielką mocą Bożą» - mówili.”, a który sam w Boga nie wierzył, a tylko w siebie.

Jeśli jednak nasza dusza nie zostanie zagłuszona, odezwie się w niej tęsknota za Bogiem, a On zacznie nas przyciągać do siebie tak, jak dworzanina Etiopa. Stajemy się Jonaszem. Lecz los Jonasza jest zmienny, bo wie on o Bożym Miłosierdziu, ale sam go nie podziela. Ciągle jeszcze ma zbyt dużo miłości własnej, oporów, wyobrażeń na własne życie. Złość, nienawiść, pycha... nieustannie go podburzają. Los Jonasza to sukces Boga, bo spełnia On przez niego swoją wolę, ale sam Jonasz ciągle cierpi wewnętrznie podzielony. Jonasz posłany przez Boga w znanym mu celu ucieka od swego zadania, a później siedząc w upale pod uschłym krzewem rycynusowym chce umrzeć.

Inaczej jest z Filipem, który posłany w niewiadome, wbrew rozsądkowi na pustą drogę idzie w upale bez słowa sprzeciwu. Gdy pokonamy samych siebie, gdy oddamy swoje życie w ręce Jezusa stajemy się Filipem. Filip symbolizuje świadome zjednoczenie się z Bogiem w Duchu Świętym, w życiu, w którym mistyka bez przeszkód miesza się z prozą życia w społeczeństwie. Życie Filipa to sen na jawie. To rzeczywistość jakiej nie można sobie nawet wymarzyć. To los wymyślony przez największego Twórcę jaki chodził po tej ziemi, przez Jezusa. Los, który ma do spełnienia swoje zadanie we współpracy z Parakletem: Odnowę ziemi.

My, Filipowie stajemy więc dziś przed wyzwaniem: jak Odnowić ziemię? Jak na nowo spojrzeć na człowieka, na Chrześcijanina, na Katolika, na brata? Jak mu pomóc? Jak go uzdrowić? Konieczna jest odważna, całościowa wizja odnowy człowieka w świetle Ducha Świętego. Mamy nieocenione podstawy: wspólnotę, adorację, uwielbienie, charyzmatyczne rekolekcje. Brakuje w tym jednak wspomnianej pracy z ciałem.

By odnaleźć ten brakujący element udajmy się za dworzaninem Etiopem, który w wielkiej radości odjechał do swej ojczyzny. Otóż właśnie w Etiopii dokonał syntezy kondycji współczesnego człowieka Dr David Berceli, międzynarodowy ekspert w dziedzinie pracy z traumą i psychoterapeuta, uczeń cytowanego powyżej Alexandra Lowena. David Berceli od ponad 20 lat pracuje w wielu krajach, prowadząc warsztaty leczenia skutków traumy. Stworzył on zupełnie nowatorską metodę przewracania zdrowia, która oparta jest na naturalnym mechanizmie samouzdrawiania wbudowanym w organizmy wszystkich ssaków. Zacytuję poniżej cały wstęp do jego książki „Zaufaj ciału. Ćwiczenia, które uwalniają traumę, stres i emocje (TRE)”:


WSTĘP

Aby dojść do zdrowia, należy zastosować inny model leczenia"

Podczas jednej z wizyt w Etiopii uczestniczyłem w rytuale parzenia kawy. Polega on na tym, iż każdego ranka kilka mieszkających blisko siebie rodzin spotyka się na wspólnej kawie. Rytuał rozpoczyna się od uprażenia ziaren, zmielenia, a na koniec — ugotowania dzbana świeżej kawy. Cały proces trwa około dwóch godzin. Uczestnicy rytuału omawiają wówczas wydarzenia z poprzedniego dnia. Zazwyczaj opowiadają sobie o tragediach wojennych, których sami doświadczyli lub o których zasłyszeli od innych. Chętnie słuchają siebie nawzajem. Dzięki temu doświadczeniu oraz innym, z którymi zetknąłem się, pracując z ludźmi dotkniętymi traumą w kulturach opierających się na systemach rodzinnych i społecznych Afryki i Bliskiego Wschodu, zrozumiałem, że mieszkańcy wielu krajów rozdartych przez wojnę rozwinęli naturalne metody dochodzenia do zdrowia w obrębie swoich tradycji. Nie potrzebowali do tego ani indywidualnych sesji psychoterapeutycznych, ani wiedzy o ego czy zasadach psychologicznych czy też „specjalisty". Znali natomiast specyfikę bólu i cierpienia i zdawali sobie sprawę z konieczności wsparcia swojej rodziny.

Jestem terapeutą i pracowałem już w wielu w krajach ogarniętych wojną. Często przychodzili do mnie członkowie rodzin, którzy chcieli porozmawiać ze mną o konkretnym problemie. Zawsze jednak zjawiali się z przyjaciółmi lub innymi członkami rodziny. Nie przyjmowali do wiadomości, że na sesję terapii powinni przyjść sami. Bardzo mnie to dziwiło, aż kiedyś w końcu usłyszałem od nich następującą rzecz: „Wszyscy jesteśmy jego przyjaciółmi, dlaczego nie mielibyśmy przyjść na jego terapię? Przecież to my mamy pomóc mu się wyleczyć". Wiele podobnych doświadczeń, które miałem, przebywając w licznych kulturach Afryki i Bliskiego Wschodu, sprawiło, że musiałem zrewidować swoje poglądy dotyczące procesu powracania do zdrowia.

Uświadomiłem sobie wówczas, że dojść do zdrowia można równie dobrze bez pomocy zawodowych terapeutów. Zakwestionowałem także konieczność i użyteczność prowadzenia indywidualnych sesji terapii jako głównej metody leczenia urazów psychicznych. Potem jąłem rozmyślać o tym, jak to wygląda w naszej kulturze. Czy możliwe jest stworzenie bezpiecznej i skutecznej metody leczenia traumy, z której ludzie mogliby korzystać ze swoimi rodzinami, przyjaciółmi, społecznością czy grupami wsparcia? Czy osoby, które mają uraz psychiczny, zawsze potrzebują indywidualnej psychoterapii, aby wyzdrowieć, czy też część tego procesu mogą przeprowadzić samodzielnie, pozostając w uzdrawiającej relacji z tymi, którzy ich kochają?

Pewne nagłe, lecz jakże istotne wydarzenie, sprawiło, że jeszcze raz, tyle że na głębszym poziomie, zakwestionowałem proces leczenia. Nastąpiło to w odległym mieście Etiopii, Dembidolo, gdzie prowadziłem warsztat na temat urazów psychicznych. W pewnym momencie zrobiłem sobie przerwę, by odwiedzić kościół katolicki leżący po drugiej stronie drogi gruntowej. Prosty kościółek, przypominający lepiankę, oświetlały wyłącznie promienie słońca, którym udało się wedrzeć przez niewielkie drzwi i okna. Kiedy tak siedziałem w ciszy, uderzył mnie widok sędziwego mężczyzny wchodzącego do kościoła. Przeszedł obok mnie powoli, podpierając się o każdą z kolejnych ław, starając się usilnie utrzymać równowagę. Był ubrany w tak znoszoną bawełnianą koszulę, że prześwitywała przez nią goła skóra. Ława, na której zdecydował się usiąść, była tylko kilka rzędów przede mną. Spoczął na niej, a następnie uklęknął na ziemi. Zobaczyłem jego bose stopy. Czerwona glina oraz przyćmione światło spowodowały, że nie mogłem rozróżnić, gdzie kończyły się stopy mężczyzny, a gdzie zaczynała podłoga. Nagle doznałem wizji. Ujrzałem, jak Bóg lepi człowieka z gliny. To doświadczenie oraz towarzyszące mu bieda, brak wykształcenia oraz desperacja uchodźców wojennych, dla których prowadziłem warsztat, zmusiły mnie do głębszego zastanowienia się nad procesem leczenia urazów psychicznych wywołanych traumą. Pytania, które w tamtym momencie zaprzątały mi głowę, brzmiały: Jak my, jako jednostki, ludzie, narody czy społeczność globalna planujemy rozwiązać problem doświadczeń traumatycznych oraz zespołu stresu pourazowego (ang. Post Traumatic Stress Disorder, PTSD) wśród dużych populacji?, Czy możliwe jest stworzenie takiej metody leczenia urazów psychicznych, która ma natychmiastową skuteczność, której łatwo jest nauczać oraz z której można korzystać samodzielnie, bez pomocy psychoterapeuty?

Obserwując tego pełnego pokory, modlącego się mężczyznę, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że proces leczenia urazów psychicznych musi być wpisany w naturę człowieka. Zacząłem wierzyć, że tego typu leczenie może przebiegać wszędzie, nawet w najodleglejszych i najbiedniejszych częściach świata. A zatem w sposób jawny odszedłem od poglądów, które przekazano mi podczas studiów. Uczono mnie wtedy, że leczenie powinno przebiegać w gabinecie terapeutycznym, z wykorzystaniem superwizji oraz poprzez zrozumienie działania ego oraz zasad zachodniej psychologii.

Zacząłem uświadamiać sobie, że lecząc urazy psychiczne, należy wziąć pod uwagę wielokulturowe i narodowe poziomy traumy oraz PTSD. W terapii urazów psychicznych potrzebne są alternatywne metody pracy, które mogłyby być stosowane samodzielnie, których można by używać na masową skalę oraz które nie ograniczałyby się do ego i zachodnich koncepcji psychologicznych.

Doświadczenia traumatyczne występują ze wzmożoną częstotliwością na krajowej, międzynarodowej, a nawet na globalnej skali. Dlatego badacze zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, jak bardzo poważne jest zjawisko znane jako „Niewidzialna epidemia" (Bremmer 2002). Biorąc pod uwagę katastrofy naturalne, te spowodowane przez człowieka oraz niedawne ataki terrorystyczne i wojny, widać wyraźnie, że coraz więcej ludzi potrzebuje psychoterapii. Należy ponadto przeprowadzić badania nad urazami psychicznymi oraz programami ich leczenia w licznych podmiotach państwowych i środowiskowych, i to w trybie pilnym. Gwałtowny wzrost występowania zjawiska traumy oraz zwiększona świadomość jej wyniszczającego wpływu na jednostkę pokazuje tylko, że opieka zdrowotna jest nieprzygotowana, by radzić sobie z takimi przypadkami; lekarze nie dysponują właściwymi narzędziami oraz nie mają ku temu odpowiednich kwalifikacji. Co więcej, dzisiaj po prostu nie ma wystarczającej liczby wyszkolonych doradców, terapeutów oraz pracowników służb medycznych, aby poradzić sobie z tym wszechobecnym problemem.

Przez kilka lat kwestionowano leczenie traumy. To było niejako powodem moich wizyt w wielu rozdartych wojną krajach Afryki i Bliskiego Wschodu. Dzięki temu powstała nowa, skuteczna metoda Davida Bercelego pracy z traumą. Nadano jej miano ćwiczeń, które uwalniają napięcie w ciele wywołane przeżyciem traumy — TRE (ang. TRE, Trauma Releasing Exercises). Podstawą tych ćwiczeń jest przesłanka mówiąca o tym, że istoty ludzkie mają naturalną zdolność do regeneracji, dzięki czemu mogą samodzielnie dochodzić do zdrowia psychicznego. Niniejsza książka wyjaśnia podstawy teoretyczne owej koncepcji oraz pokazuje, jak używać tej nowej techniki w naturalnym uzdrawiającym otoczeniu, jakim jest rodzina, przyjaciele oraz całe społeczności.

Ta wizja człowieka, którego Bóg lepi z gliny, jaką miał Dr Berceli przypomina mi moje własne doświadczenie. Rok temu w święto Miłosierdzia przystąpiłem do spowiedzi i Komunii świętej licząc na łaskę odpustu zupełnego, ufając słowom Jezusa z Dzienniczka św. Faustyny:

Kiedy raz spowiednik kazał mi się zapytać Pana Jezusa, co oznaczają te dwa promienie, które są w tym obrazie — odpowiedziałam, że dobrze, zapytam się Pana. W czasie modlitwy usłyszałam te słowa wewnętrznie: Te dwa promienie oznaczają krew i wodę — blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz...

Te dwa promienie wyszły z wnętrzności miłosierdzia mojego wówczas, kiedy konające serce moje zostało włócznią otwarte na krzyżu. Te promienie osłaniają dusze przed zagniewaniem Ojca mojego.

Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga. Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia. Proś wiernego sługę Mojego, żeby w dniu tym powiedział światu całemu o tym wielkim miłosierdziu moim, że kto w dniu tym przystąpi do Źródła Życia, ten dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopokąd się nie zwróci z ufnością do miłosierdzia mojego. O, jak bardzo mnie rani niedowierzanie duszy. Taka dusza wyznaje, że jestem święty i sprawiedliwy, a nie wierzy, że jestem miłosierdziem, nie dowierza dobroci mojej. I szatani wielbią sprawiedliwość moją, ale nie wierzą w dobroć moją.

Raduje się serce moje tym tytułem miłosierdzia.

Powiedz, że Miłosierdzie jest największym przymiotem Boga. Wszystkie dzieła rąk moich są ukoronowane miłosierdziem. (Dz 299-301)

Pół roku po tym święcie Miłosierdzia, obudziłem się na dnie mojej słabości, gdy poprzez mądrego spowiednika Bóg powiedział mi: „Bracie, chcesz zdobywać szczyty, a nie potrafisz stanąć na nogi”. Nagłe uświadomienie sobie tej prawdy, gdy byłem na kolanach stało się początkiem mojej przemiany.

Podobnie jest dziś z kondycją człowieka: chce zdobywać szczyty, a nie nauczył się jeszcze stać na swych nogach.


Daleki jestem od stwierdzenia, że wyczerpałem temat. Przeciwnie, jestem przekonany, że to dopiero początek tego, czym Duch Święty chce nas zaskoczyć. Niech zakończeniem będzie inny fragment z Dzienniczka Św. Faustyny (Dz 1588):

Dziś usłyszałam słowa: W Starym Zakonie wysyłałem proroków do ludu swego z gromami. Dziś wysyłam ciebie do całej ludzkości z Moim miłosierdziem. Nie chcę karać zbolałej ludzkości, ale pragnę ją uleczyć, przytulając ją do swego miłosiernego serca. Kar używam, kiedy Mnie sami zmuszają do tego; ręka Moja niechętnie bierze za miecz sprawiedliwości; przed dniem sprawiedliwości posyłam dzień miłosierdzia. Odpowiedziałam: O mój Jezu, Ty sam przemawiaj do dusz, bo moje słowa są bez znaczenia.



Chorzów, Niedziela Miłosierdzia Bożego 2015




Ps.
22 kwietnia wieczorem, gdy otworzyłem google, okazało się, że jednak nie jest to całkiem powszedni dzień.
To był Dzień Ziemi!

Dz8.pl | Dersu Uzala Info Copyright by Dz8.pl | Valid HTML | Szablon by Sliffka